Błogosławiona niewiedza, czyli o co chodzi w World Press Photo

Mówi się, że nieznajomość prawa nie zwalnia z obowiązku jego przestrzegania. Daje natomiast beztroskie poczucie bezpieczeństwa i błogiej wolności. A co z niewiedzą o innych ważnych dziedzinach życia? Czy nieświadomość ludzkich krzywd zwalnia nas z moralnego obowiązku pomagania bliźnim?

Co roku odbywają się wystawy World Press Photo i co rok nie mogę powstrzymać się przed wyobrażaniem sobie grupy fotografów, pewnych powierzonej im „misji”, zwisających z aparatami wielkości lunet, nad matką trzymającą w objęciach martwe dziecko. Niby to w imię pogłębiania świadomości. Niby to w obronie praw człowieka, a jednak niesmak pozostaje.

Bo czy w krytycznej sytuacji, ludzkim odruchem nie jest rzucenie się poszkodowanym na pomoc, zamiast szukania najlepszego kadru i idealnego światła? Zupełnie jak w filmach przyrodniczych, gdzie chciałoby się wręcz wykrzyknąć w stronę telewizora, żeby bezduszni operatorzy filmowi uratowali biedną, puchatą foczkę z rąk oprawców. Ale taka jest kolej rzeczy i powstrzymanie jednego nieszczęścia nie zmieni praw świata i natury.

A co dalej dzieje się ze zdjęciami przesyłanymi na WPP? Trafiają na wystawę, gdzie ludzie posuwistym krokiem przechadzają się od jednej tragedii do drugiej, kontemplując i szokując się raz po raz. Jednak czy kiedy wychodzą, rzeczywiście są wówczas odmienieni? Czy świadomość, że gdzieś na świecie dzieją się niewyobrażalne krzywdy pobudza do działania?

Człowiek woli patrzeć przez dziurkę od klucza niż przez lunetę.

Karl Farkas

Patrzenie na świat jako całość nie jest naturalnym sposobem pojmowania. Przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia lokalnego, a codziennie oglądane wiadomości ze świata dochodzą do nas, ale spływają szybko, jak woda po przysłowiowej kaczce. Bo dzieje się to gdzieś daleko, bo nie dotyczy mnie i mojej rodziny.

Cierpienie to prawda aż do bólu.

Wojciech Bartoszewski

Naturalnym odruchem jest ucieczka od tego co nieprzyjemne, więc argumentowanie, że wszystkie te nieszczęścia dzieją się na drugim końcu świata, przychodzi nam niezmiernie łatwo. Jednak od czasu do czasu można rozejrzeć się po swojej okolicy i dostrzec prawdę lokalną – pełną własnych nieszczęść i problemów.

Podjęcie działań i ingerowanie w codzienność innych nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ale z pewnością daje wielką satysfakcję. Zupełnie przeciwnie do bezpiecznego nic-nierobienia, które często już po fakcie, po dokonanej tragedii pozostawia niemy wyrzut: „przecież ktoś mógł coś zrobić”. Może od czasu do czasu warto stać się właśnie tym „kimś”?

Zobacz też:

Na wakacje, po odpoczynek. Marsz!

2 odpowiedzi do “Błogosławiona niewiedza, czyli o co chodzi w World Press Photo”

  1. „Czy nieświadomość ludzkich krzywd zwalnia nas z moralnego obowiązku pomagania bliźnim?” zacznijmy od tego że nie ma czegoś takiego jak „moralny obowiązek” ktoś się poczuwa lub nie to kwestia indywidualna, druga sprawa że osobiście nie lubię grania na emocjach i mam odruchy wymiotne jak jakaś fundacja zbiera na „głodujące dzieci w Afryce” a tak naprawdę to 95% wpłaconej kasy idzie na wypłaty dla gości z fundacji co sobie siedzą pod krawatem przed kompami w klimatyzowanym biurze i piszą takie rzewne historyjki żeby golić frajerów, szkoda tylko tych wolontariuszy którzy naprawdę myślą że zbawiają świat a tak naprawdę nabijają kabzę jakimś cwaniaczkom, sorry ale jak ktoś głoduje to nie powinien rozmnażać się jak królik licząc że ktoś będzie utrzymywał jego głupie dzieci, jak do tego podchodzą Europejczycy? mają jedno góra dwoje dzieci pytani czemu tak mało odpowiadają BO NAS NIE STAĆ NA WIĘCEJ! to jest kwestia świadomości, może powinno się zostawić taką Afrykę samą sobie? okrutne? to popatrzmy jak to wygląda z ich perspektywy, jestem golasem ale sobie pociupciam, o będzie dziecko, przyjeżdża biały człowiek karmi je, szczepi, ubiera, edukuje, później taki roszczeniowiec przypływa na bananowej łódce do europy i myśli że mu wszystko się należy, sorry ale ja na wszystko co mam musiałem sam zapracować, musiałem wstawać zaspany rano choć mi się nie chciało, dymać w robocie której nienawidzę, wracam do chaty zajeżdżony jak koń po westernie a mi tu jakiś mały murzynek który cały dzień wylegiwał się pod kokosową palmą wyciąga łapę przez TV i mówi DAJ, jak nie potrafią planować dalej niż jeden dzień co tu wypić i zjeść jutro jakoś to będzie to niech giną, nawet mi ich nie szkoda… kiedyś sam byłem takim małym murzynkiem mieszkającym w Polsce i dymającym na śmieciówce za minimalną i co zrobiłem? podniosłem kwalifikacje i wyjechałem do normalnego kraju, łap po cudze nigdy nie wyciągałem, wystarczy się dowiedzieć ile dziennie jest w stanie wyciągnąć taki żebrak i klapki spadają z oczu, ja jako emigrant ze słabym językiem kiedy przyjechałem do UK w dwa dni ogarnęłam sobie chatę, trzeciego dnia założyłem konto w banku i zacząłem załatwiać NINo przy okazji zarejestrowałem się w pierwszej lepszej agencji i jeszcze bez NINo poszedłem do roboty, tydzień mi wystarczył żeby bez żadnych benefitów znajomości ze słabym językiem zacząć coś budować, dlatego jak widzę angola wyciągającego łapę i proszącego o drobne to (może nie dosłownie) ale pluję na niego i patrzę z pogardą, czy to czyni mnie bezdusznym człowiekiem? a może gdyby nikt im kasy nie rzucał to jednak poszli by do jakiejś roboty? faktycznie tacy fotoreporterzy to sępy i hieny (to kwestia ich moralności) ale co by dało przepłoszenie lwa zagryzającego gazelę? by go przepłaszali cały czas za nim chodząc aż by zdechł z głodu, co da nakarmienie murzynka? jutro znowu będzie głodny, osobiście ustąpię miejsca w autobusie dla starej babci, poproszony pomogę wnieść pralkę czy popcham komuś auto i to wszystko na co ktoś obcy zasługuje w ramach bezinteresownej pomocy, całą Afrykę powinno się otoczyć jakimś polem siłowym i wyłączyć je dopiero za 200 lat może by zbudowali jakąś cywilizację (Europejczykom tyle czasu wystarczyło żeby od konnych zaprzęgów polecieć w kosmos i zbudować atomówkę) , chcieli skończyć z wyzyskiem białego człowieka? przegonili osadników zajęli ich farmy i co? i okazało się że sami tym nawet nie potrafią zarządzać tak więc niech się gotują we własnym sosie

    1. Dzięki za komentarz, choć nie powiem jest on dość trudny w odbiorze 🙂 Jeśli chodzi o moralność to jest ona zbiorem społecznie ustalonych zakazów i nakazów, ale nienarzucanych prawnie, więc z natury swojej jest to, jak piszesz: „kwestia indywidualna” i można taki moralny obowiązek przyjąć, albo nie. Z mojego punktu widzenia Twoją wypowiedź można podsumować jako niełatwe pytanie: czy warto pomagać finansowo i jaki ma to sens? Aby rozwiać wątpliwości co do dawania komuś pieniędzy „do ręki” można tak, jak napisałam we wpisie, pomóc innym osobiście: zaangażować się w problem, niekoniecznie Afryki, ale bardziej lokalny: kogoś z rodziny albo otoczenia, kto tej pomocy potrzebuje..? Bo z drugiej strony całkowite zamknięcie się na potrzeby drugiego człowieka umniejsza i świat i nas samych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *