Dzień matki… O Matko!!!

Cokolwiek pomyślę o Dniu Matki, czy o matce jako społecznej instytucji, od razu potykam się o górę patosu. Co można powiedzieć o matce, żeby nie powielać frazesów drukowanych na bombonierkach? Matka Cię kocha bezinteresownie, wszystko przebaczy, wszystko wie, jest domem, rodziną, świętami, dobrą radą, pocieszeniem, obiadem, dzieciństwem, wakacjami… To czemu na co dzień przechodzi się obok niej obojętnie? Dlaczego znajomym na SMS-a odpisuje się od razu, a do mamy oddzwania po trzech dniach?

Miłość bezinteresowna to taka, na którą się nie pracowało. Żadnych diet, drogich ciuchów, udawania zainteresowania meczem piłki nożnej, sprawiania wrażenia mądrzejszego, czy bogatszego, niż się jest w rzeczywistości. Matka to ta osoba, której nie da się oszukać. Nie ważne, jak bardzo by się starało, matka bez słów wie wszystko. I to już samo w sobie jest straszne. Może stąd biorą się fantastyczne kompleksy Edypa (nad czym nie będę się rozwodzić, bo bezczelnie i z ignorancją uważam psychologię za pseudo-naukowy bełkot, a psychologów za płatnych przyjaciół, zatrudnianych do słuchania zwierzeń:). Faktem natomiast jest, że matka jak nikt inny, wpływa na sposób postrzegania rodzinnej miłości i dalej, powielania tych wzorców w dorosłym życiu.

 

Z miłością matki o poranku życie czyni nam obietnicę, której nie dotrzymuje nigdy.

Romain Gary

Co uderza mnie najbardziej we współczesnej dynamice rodziny, to roszczeniowość względem rodziców (mówię, tu o dzieciach dorosłych – najdziwniejszym paradoksie, a jeśli nie prawdziwie „dorosłych” to przynajmniej takich, których odręczny podpis ma prawne znaczenie). Wielu, spośród mojego pokolenia wykrzykuje hasła o swojej wolności, mądrości i dorosłości, nie mają natomiast najmniejszych skrupułów przed godnymi średniowiecznych Wikingów, grabieżczymi najazdami na dom rodzinny. Wręcz wymagają zapewnienia mieszkania, samochodu, załatwienia dobrej pracy itd.

Uważam, że człowiek w pewnym wieku „zrównuje się” odpowiedzialnością za życie ze swoimi rodzicami. Przychodzi moment, że młody dorosły powinien dostrzec matkę, jako kobietę, obywatelkę, istotę niezależną, przeżywającą własne życie, a nie niewolnika zesłanego na świat do dogadzania nam w każdej możliwej dziedzinie. Kiedy tak spojrzymy na rodziców ich błędy, wybory i decyzje ukażą się w nowym świetle – poświęcenia i altruizmu, do którego niewielu jest zdolnych. Może więc zamiast drogich prezentów raz w roku 26-go maja, warto odwdzięczyć się tym, co dostajemy na co dzień: uważnym słuchaniem, zrozumieniem, pocieszeniem… Jednym słowem dostrzeżeniem osoby i osobowości tej tajemniczej, na wpół niewidzialnej istoty, jaką jest matka.

Zobacz tez:

Polaku! Polaku! Czyli gdzie te chłopy…?

Jedna odpowiedź do “Dzień matki… O Matko!!!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *