Nie taki klasyk straszny…?

[źródło powyższego obrazu oraz  lamus-dworski]

Niedawno oglądałam film Hamlet. Pierwsze momenty filmu przedstawiały piękną scenerię, a stroje statystów znamionowały, że jego twórcy poważnie podeszli do tematu, aż tu nagle Mel Gibson! Jako Hamlet! Pierwsza sekunda szoku minęła i faktycznie, był w tych czasach na tyle wziętym aktorem, że zgarnął rolę w filmie Zeffirellego, o którą z pewnością ubiegało się wielu. Nawet włosy miał ciapnięte jasną farbą na znak, jak sądzę, że rzecz dzieje się w Danii. Potem się odezwał. No właśnie… odezwał się i jakoś przeszła mi chęć na Hamleta. 

Szekspir to największy klasyk w dziejach literatury. Inspiruje ludzi od wieków, a motywy i archetypy nakreślone jego piórem do dziś mają wpływ na światową literaturę i inne formy sztuki. Może dlatego, tak wiele ekranizacji wielkich dzieł staje się klapą. Może wielkie klasyki, mimo, że odniesień do nich nie brakuje, są niedotykalne i należy pozostawić je w formie pierwotnej?

Innym wielkim klasykiem, naszym rodzimym, jest Mickiewicz. Próby ekranizacji naszego wieszcza wyglądają znacznie lepiej. Największe wrażenie zrobił na mnie film Lawa z 1989 roku. Co ciekawe, niemal zupełnie zapomniano o tej ekranizacji i nieczęsto można ją obejrzeć, nawet w czasie świąt kościelnych czy żałoby narodowej. A szkoda, bo film doskonale odzwierciedla ducha Dziadów, niełatwego przecież do oddania.

Może sekret interpretowania klasyków tkwi w rozumieniu kultury, która go zrodziła? Zeffirelli będąc Włochem wspaniale zekranizował Romeo i Julię, a kilkanaście lat później jego współpraca z Amerykaninem nie oddała raczej dramatu duńskiego księcia, widzianego oczami najsławniejszego Anglika. Za to polskie duchy straszą tylko polaków i całkiem nieźle na tym wychodzą.

Klasyka to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać.

Mark Twain

Czy klasyków rzeczywiście nie wolno ruszać? A może przeciwnie, im więcej wersji i interpretacji tym lepiej dla dzieła i lepiej dla odbiorców? Bo entuzjastom zmian dają powód do zadowolenia, a przeciwnikom do oburzenia, zaś obie strony, chcąc nie chcąc, muszą w końcu tę klasykę przeczytać.

Przecież nawet Mona Lisa dorobiła się wąsów, a wciąż żyje…

Zobacz też:

Sztuka niszczenia

 

3 odpowiedzi do “Nie taki klasyk straszny…?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *