Opera, szpinak i minispódniczki, czyli czego nie wiedzą fizycy

Podróże w czasie są niemożliwe. Jest to fakt znany powszechnie i żaden z amerykańskich filmów SF nie jest w stanie nas przekonać, że jest inaczej. Tak się przynajmniej wydaje. Ale kiedy niedawno wybrałam się na operę Traviata, gdy zgasły światła, mogłam bez problemu wyobrazić sobie, że jest schyłek XIX wieku, a widownia obok mnie ubrana jest w nigdy nie prane fraki i ciężkie suknie. Opera to jedyna dziedzina sztuki, całkowicie odporna na nowoczesność. Więc jakie właściwie jest jej miejsce we współczesnym świecie?

Niejeden powie, że do opery idzie się, za przeproszeniem, dla lansu. Wytrzymać dwie godziny, za które słono się zapłaciło, po to tylko, aby móc olśnić kulturalnością rodzinę i znajomych, którym pozostaje tylko opowiadać o filmach w TV. Nie oszukujmy się – szyku w tym nie ma.

Inni z kolei powiedzą, że operę, jak szpinak, albo się kocha albo nienawidzi. Jeśli się nienawidzi, to chodzi się do opery, żeby utwierdzić się w tym malkontenckim przekonaniu. A jak się kocha, to się kocha. Wiele nie trzeba dodawać.

Kulturę narodu mierzy się zużyciem mydła.

Justus von Liebig

Skoro tyle jest kontrowersji wokół tematu, to po co w czasach smartfonów, kultura wysoka? Żeby się „odchamić”?

Idąc do opery trzeba mieć odpowiednie usposobienie, które najlepiej manifestować strojem. W przerwie między aktami, przechodząc na taras, napotkałam kilka osób w dżinsach i T-shirtach przemykających pod ścianami, zniesmaczonych własną ignorancją. Widziałam też kilka ultra-krótkich spódniczek, które pasowały do eleganckiej atmosfery, jak przysłowiowy wół do powozu. Wieczór kultury wysokiej tworzy nie tylko orkiestra, śpiewacy i tancerze, ale również widownia. To jedna z niewielu dziedzin sztuki, którą w pełni snobistycznej chwały współtworzą widzowie.

 

Choć gesty aktorów są całkowicie przerysowane, stroje niemożliwie zdobne, a siła sopranu solistki byłby w stanie wydepilować borsuka, nie można tej dziedzinie sztuki odmówić uroku ciężkiego, jak burgund aksamitnych kotar. Opera sprawia, że czas staje się nieadekwatny. Przenosi nas kilka wieków wstecz, a dwie godziny stają się jednocześnie żmudną przeprawą, jak i krótką chwilą artystycznego zatracenia. Warto więc, tak dla odmiany, zaprzeczyć przemądrzałym fizykom i wybrać się w małą podróż w czasie.

 

Zobacz też:

Nic co ludzkie…

Jedna odpowiedź do “Opera, szpinak i minispódniczki, czyli czego nie wiedzą fizycy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *