Szklany dom, szklany sufit

Piękny i młody Cezary Baryka przyjeżdża wreszcie do upragnionej ojczyzny, o której nasłuchał się niesamowitych opowieści, rozgląda się… a tam tylko Polska, czy może aż Polska. Szklanych domów nie widać, tylko błoto, buraki i dzieci.

Żeromskiego w Przedwiośniu trochę poniosło. Idea szklanych domów jest naprawdę epicka, ale  trudno zrozumieć, jak Cezary mógł w nią uwierzyć. Przecież to oczywista bujda. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach może być aż tak naiwny?

A jednak. Jeśli się przyjrzeć bliżej, nie on jeden wykazuje się rozbrajającym brakiem podejrzliwości, co do historii opowiadanych przez rodziców.

Dla przykładu moje pokolenie (roczniki około-rewolucyjne) od młodych lat karmione było wspaniałą wizją odradzającej się Polski. Takiej Polski, że hej! Miał być kapitalizm na miarę Chin, ład na wzór Skandynawii, polityczna elegancja rodem z Anglii, a jest.. cóż błoto, buraki i dzieci (bo tych ostatnich przybywa tyle, że powiedzenie „grzyby po deszczu” z uwagi na globalny deficyt wody, trzeba będzie zastąpić stwierdzeniem „dzieci po 500+”).

A co ze szklanymi domami? Otóż, ostały się po nich tylko szklane sufity. Niewtajemniczonym, co to poetyckie stwierdzenie oznacza, śpieszę z wyjaśnieniem. Polega ono na niewidzialnej barierze, która nie pozwala pewnym grupom społecznym piąć się po szczeblach kariery. Idą mozolnie stopień po stopniu, aż walną głową w taki właśnie szklany sufit i wyżej ani rusz.

O jakich grupach mowa? Nietrudno zgadnąć: mniejszości narodowe, bo nigdy nie wiadomo; kobiety, bo od czasu do czasu pojawiają się w nich mali ludzie, którzy sporo kosztują; geje, bo za dużo mówią; inwalidzi, bo nie ma gdzie budować podjazdów dla wózków; grubasy, bo nie mieszczą się w standardowych fotelach; no ale przede wszystkim ci, którzy nie mają znajomości czyli  tzw. pleców. Całkiem ich sporo…

W ten sposób na obsadzenie znaczących stanowisk zostaje nędzna grupka. Każdy z nas pewnie był świadkiem zdarzenia, gdzie niekompetentny kierownik biegnie po jeszcze mniej kompetentnego menedżera i tak się głowią nad problemem, aż przyjdzie wreszcie najniższy szczeblem pionek, zarabiający tyle, że lepiej na euro nie przeliczać i problem rozwiązuje od ręki. A kierownik z menedżerem? Mogą przyznać sobie premie za świetny dobór podwładnych i ich umiejętny wyzysk.

Ach.. żeby tak się dało pozbyć szklanych elementów, które przecież są tłukące i choć raz zbudować dom z cegły…

Zobacz też:

Mroczne dusze

Jedna odpowiedź do “Szklany dom, szklany sufit”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *