Wszystko, albo… wszystko?

Żądza doskonałości to w teorii wielka cnota, opiewana przez największych filozofów od czasów antycznych. Było dążenie do piękna, do mądrości, nieco później pragnienie osiągnięcia świętości, potem znów piękna i znów wiedzy. Następnie przyszły czasy gonienia za władzą i wolnością, aż nastał etap dążenia za dobrami. I tak znów wracamy do publicznie znienawidzonego konsumpcjonizmu, któremu nieco grzesznie, nieco ukradkiem kochamy się oddawać. Bo ileż to piosenek, ile książek i dzieł sztuki powstało o tym, że warto jednak być raczej, niż mieć i wszyscy co do tego jesteśmy zgodni, a jednak w chwilach odpoczynku od tego zgadzanie się każdy planuje jaką by tu lepszą pracę zdobyć, żeby w końcu postawić ten nowy samochód przed tym nowym domem.

Spokój zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się ambicja.

Edward Young

 

Konsumpcjonizm to rzeczywiście, obok polityki i religii, jeden z gruntów na którym bujnie rośnie hipokryzja suto zasilana obornikiem medialnych frazesów i ułudy kultywowania wzniosłych wartości. Bo w rzeczywistości obejrzenie serialu, nawet tego kończącego się pięknym morałem to jeszcze nie wzmacnianie ducha i rozwijanie Logosu, a raczej bierny odpoczynek, na który zasłużyliśmy przecież po całym tygodniu ciężkiej pracy. Więc jak zrobić, żeby chciało nam się jeszcze czytać i myśleć i nie zapominać, że oprócz skrytykowania współczesnych tendencji hoardingowych (mam na myśli zbieractwo ) należy też czymś się wykazać, wysilić, żeby te wszystkie piękne hasła drgnęły i podniosły się wreszcie z kanapy.

Ten, kto nie ma poczucia doskonałości, ten zadowala się spokojną przeciętnością.

Paul Cézanne

 

Pełnia szczęścia, czy może raczej doskonałość, to dziś zupełnie coś innego niż w dawnych czasach. Po obraz człowieka spełnionego kiedyś sięgało się do poetów, czy artystów, albo wręcz do biblii. Dziś wystarczy spojrzeć na reklamy wypełnione ludźmi o zwierzęco białych, dużych i równych zębach odsłoniętych w uśmiechu, bo przecież kupili właśnie samochód o 20 tys. taniej. Okazja! Na nasze nieszczęście reklamy te nie pokazują już momentu kiedy te uśmiechy rzedną, bo szef zrestrukturyzował firmę i posypały się zwolnienia, bo ktoś zachorował, bo zdarzył się wypadek… a kredyt został. Być może „spokojna przeciętność” o której wspominał Cézanne nie jest aż taka zła, bo obecnie doskonałość to obezwładniający wrzask, a tylko w ciszy i spokoju możemy usłyszeć siebie i zobaczyć ludzi, którzy nas otaczają.

 

Zobacz też:

Fast fashion, fast food… fast choice? (szybka moda, szybkie jedzenie… szybki wybór?)

Jedna odpowiedź do “Wszystko, albo… wszystko?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *